dobry zawodnik
piątek, 18 grudnia 2009
Pewnego dnia do sali biesiadnej Krola Artura zielony olbrzym wjechal na ogromnym zielonym rumaku i zawolal:
- Wyzywam kazdego z was tutaj, aby chwycil ten wielki topor wojenny, ktory mam z soba, i ucial mi glowe; potem, w rok od dzisiejszego dnia, niech sie spotka ze mna w Zielonej Kaplicy, gdzie ja utne jego glowe.
Jedynym rycerzem, ktory mial odwage przyjac to dziwaczne zaproszenie, byl Gawain. Wstal od stolu, Zielony Rycerz zsiadl z konia, wreczyl Gawainowi topor, nadstawil kark, a Gawain jednym cieciem odrabal mu glowe. Zielony Rycerz wstal, podniosl swoja glowe, odebral topor, dosiadl wierzchowca i odjechal, rzucajac zdumionemu Gawainowi:
- Zobaczymy sie za rok.
Przez ten caly czas wszyscy byli dla Gawaina bardzo mili. Na jakies dwa tygodnie przed wyznaczonym terminem wyjechal on, aby odszukac Zielona Kaplice i dotrzymac slowa danego zielonemu olbrzymowi. Czas biegl, zostawaly jeszcze tylko trzy dni, i wowczas Gawain znalazl sie przed chatka mysliwego; tam zapytal o droge do Zielonej Kaplicy. Mysliwy, mily, jowialny facet, wita go w progu i mowi:
- Kaplica jest tam, kawalek dalej, pareset krokow stad. A moze te trzy dni spedzilby pan tutaj z nami? Bedzie nam milo goscic pana. Gdy czas nadejdzie, panski zielony przyjaciel wyjdzie panu na spotkanie.
Gawain zgadza sie. Tego samego wieczora mysliwy mowi do niego:
- Sluchaj pan, wczesnym rankiem ide na polowanie, ale wracam wieczorem; wymienimy sie wtedy tym, co kazdy z nas uzyskal w ciagu dnia. Ja dam panu to, co uda mi sie upolowac, a pan odda mi swoja zdobycz.
Rozesmiali sie obaj, co Gawainowi sprawilo przyjemnosc. Potem poszli spac.
Rano, bardzo wczesnie, mysliwy wyjechal, gdy Gawain jeszcze spal. Po chwili wchodzi zona mysliwego, nadzwyczaj piekna kobieta, laskocze Gawaina pod broda, budzi go i roznamietniona proponuje mu poranek pelen milosci. No, ale on jest rycerzem z dworu Krola Artura, zdrada gospodarza to ostatnia rzecz, do ktorej moglby sie znizyc taki rycerz, totez Gawain stanowczo odmawia. Ona jednak nie daje za wygrana i jest coraz bardziej natarczywa, az wreszcie mowi do niego:
- Dobrze, w takim razie tylko cie pocaluje!
I cmoka go raz, glosno. No i dobrze.
Wieczorem zjawia sie mysliwy obladowany mnostwem rozmaitej drobnej zwierzyny. Rzuca to wszystko na podloge, a Gawain daje mu duzego calusa. Smieja sie obaj. No i dobrze.
Nastepnego ranka zona lowcy znow przychodzi do Gawaina, jeszcze bardziej roznamietniona, i owocem tego spotkania sa dwa calusy. Mysliwy wraca wieczorem z lupem o polowe wiekszym niz poprzednio, otrzymuje dwa calusy i znow obaj sie smieja.
Trzeciego ranka zona jest wprost cudowna i Gawain, mlody czlowiek, ktory wnet spojrzy w twarz smierci, robi, co moze, by zachowac trzezwa glowe i uchronic swoj rycerski honor wobec tego ostatniego, rozkosznego daru, jaki podsuwa mu zycie. Tym razem godzi sie na trzy calusy. Gdy mu je dala, prosi go, by przyjal jej podwiazke jako znak jej milosci.
- Jest zaczarowana - mowi - i bedzie Cie chronic przed wszelkim niebezpieczenstwem.
Gawain przyjmuje wiec powiazke. I gdy mysliwy przynosi, jako cala zdobycz, nedznego cuchnacego liska, ktorego rzuca na podloge - w zamian od Gawaina dostaje trzy pocalunki; podwiazki - nie.
Gawain, zblizajac sie do Zielonej Kaplicy, slyszy, ze w srodku jest juz Zielony Rycerz i ze ostrzy on swoj wielki topor, az swiszczy wokolo. Gawain wchodzi, a olbrzym tylko mowi don:
- Poloz glowe tu, na tej klodzie.
Gawain robi to, Zielony Rycerz unosi topor, ale zatrzymuje sie.
- Nie tak. Wyciagnij jeszcze troche szyje - mowi.
Gawain robi, co mu kazano, i olbrzym znow unosi topor.
- Jeszcze odrobine - mowi raz jeszcze.
Gawain stara sie, jak umie najlepiej, i nagle śśśśśśśśś - topor spada na kark Gawaina, ale zostawia na nim tylko lekkie drasniecie. Nastepnie Zielony Rycerz, ktory w istocie jest owym mysliwym, lecz przemienionym, wyjasnia:
- To za podwiazke.
- Wyzywam kazdego z was tutaj, aby chwycil ten wielki topor wojenny, ktory mam z soba, i ucial mi glowe; potem, w rok od dzisiejszego dnia, niech sie spotka ze mna w Zielonej Kaplicy, gdzie ja utne jego glowe.
Jedynym rycerzem, ktory mial odwage przyjac to dziwaczne zaproszenie, byl Gawain. Wstal od stolu, Zielony Rycerz zsiadl z konia, wreczyl Gawainowi topor, nadstawil kark, a Gawain jednym cieciem odrabal mu glowe. Zielony Rycerz wstal, podniosl swoja glowe, odebral topor, dosiadl wierzchowca i odjechal, rzucajac zdumionemu Gawainowi:
- Zobaczymy sie za rok.
Przez ten caly czas wszyscy byli dla Gawaina bardzo mili. Na jakies dwa tygodnie przed wyznaczonym terminem wyjechal on, aby odszukac Zielona Kaplice i dotrzymac slowa danego zielonemu olbrzymowi. Czas biegl, zostawaly jeszcze tylko trzy dni, i wowczas Gawain znalazl sie przed chatka mysliwego; tam zapytal o droge do Zielonej Kaplicy. Mysliwy, mily, jowialny facet, wita go w progu i mowi:
- Kaplica jest tam, kawalek dalej, pareset krokow stad. A moze te trzy dni spedzilby pan tutaj z nami? Bedzie nam milo goscic pana. Gdy czas nadejdzie, panski zielony przyjaciel wyjdzie panu na spotkanie.
Gawain zgadza sie. Tego samego wieczora mysliwy mowi do niego:
- Sluchaj pan, wczesnym rankiem ide na polowanie, ale wracam wieczorem; wymienimy sie wtedy tym, co kazdy z nas uzyskal w ciagu dnia. Ja dam panu to, co uda mi sie upolowac, a pan odda mi swoja zdobycz.
Rozesmiali sie obaj, co Gawainowi sprawilo przyjemnosc. Potem poszli spac.
Rano, bardzo wczesnie, mysliwy wyjechal, gdy Gawain jeszcze spal. Po chwili wchodzi zona mysliwego, nadzwyczaj piekna kobieta, laskocze Gawaina pod broda, budzi go i roznamietniona proponuje mu poranek pelen milosci. No, ale on jest rycerzem z dworu Krola Artura, zdrada gospodarza to ostatnia rzecz, do ktorej moglby sie znizyc taki rycerz, totez Gawain stanowczo odmawia. Ona jednak nie daje za wygrana i jest coraz bardziej natarczywa, az wreszcie mowi do niego:
- Dobrze, w takim razie tylko cie pocaluje!
I cmoka go raz, glosno. No i dobrze.
Wieczorem zjawia sie mysliwy obladowany mnostwem rozmaitej drobnej zwierzyny. Rzuca to wszystko na podloge, a Gawain daje mu duzego calusa. Smieja sie obaj. No i dobrze.
Nastepnego ranka zona lowcy znow przychodzi do Gawaina, jeszcze bardziej roznamietniona, i owocem tego spotkania sa dwa calusy. Mysliwy wraca wieczorem z lupem o polowe wiekszym niz poprzednio, otrzymuje dwa calusy i znow obaj sie smieja.
Trzeciego ranka zona jest wprost cudowna i Gawain, mlody czlowiek, ktory wnet spojrzy w twarz smierci, robi, co moze, by zachowac trzezwa glowe i uchronic swoj rycerski honor wobec tego ostatniego, rozkosznego daru, jaki podsuwa mu zycie. Tym razem godzi sie na trzy calusy. Gdy mu je dala, prosi go, by przyjal jej podwiazke jako znak jej milosci.
- Jest zaczarowana - mowi - i bedzie Cie chronic przed wszelkim niebezpieczenstwem.
Gawain przyjmuje wiec powiazke. I gdy mysliwy przynosi, jako cala zdobycz, nedznego cuchnacego liska, ktorego rzuca na podloge - w zamian od Gawaina dostaje trzy pocalunki; podwiazki - nie.
Gawain, zblizajac sie do Zielonej Kaplicy, slyszy, ze w srodku jest juz Zielony Rycerz i ze ostrzy on swoj wielki topor, az swiszczy wokolo. Gawain wchodzi, a olbrzym tylko mowi don:
- Poloz glowe tu, na tej klodzie.
Gawain robi to, Zielony Rycerz unosi topor, ale zatrzymuje sie.
- Nie tak. Wyciagnij jeszcze troche szyje - mowi.
Gawain robi, co mu kazano, i olbrzym znow unosi topor.
- Jeszcze odrobine - mowi raz jeszcze.
Gawain stara sie, jak umie najlepiej, i nagle śśśśśśśśś - topor spada na kark Gawaina, ale zostawia na nim tylko lekkie drasniecie. Nastepnie Zielony Rycerz, ktory w istocie jest owym mysliwym, lecz przemienionym, wyjasnia:
- To za podwiazke.
Zmieniony ( piątek, 18 grudnia 2009 20:43 )
